Setne urodziny najstarszego koneckiego partyzanta

flash Końskie

Józef Szczepanik, ps. „Wierzba”, mieszkaniec Izabelowa obchodził setne urodziny. Z życzeniami, prezentami odwiedzili go koledzy ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, burmistrz Końskich, urzędnicy gminni i szef koneckiego ZUS. O jubilacie mówiono, że to prawy, bohaterski acz zwykły człowiek, który w swoim bogatym życiu poświęcał się rodzinie i ojczyźnie.

11 lutego 1916 roku urodził się Józef Szczepanik. 14 lutego 1942 r., na mocy rozkazu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych generała Władysława Sikorskiego, powstała Armia Krajowa, w której od 1943 r. pod komendą Antoniego HedySzarego” w oddziale kpt. „Kłosa” służył jubilat. A 15 lutego 2016 r. goście i rodzina świętowali setną rocznice urodzin Józefa Szczepanika. Jakby to było zapisane w gwiazdach.

Goście jak rodzina

Na świętowanie jubileuszu, setnej rocznicy urodzin Józefa Szczepanika, w domu rodzinnym, w Izabelowie, gdzie mieszka z córką Teresą Dróżdż, jej synem Ryszardem pojawiły się delegacje najbliższych mu ludzi. Przybyli koleżanki i koledzy ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Końskich: Janina Śliwińska, major Franciszek Telecki, porucznik Jan Lagner, por. Zdzisław Kowalski, por. Jan Chlebosz. Nie omieszkał przybyć pełnomocnik wojewody świętokrzyskiego do spraw kombatantów Karol Fijałkowski, major Zbigniew Mielczarek, prezes Zarządu Okręgu ŚZŻAK i pracownica okręgu – Alicja Szwach. Ważnym gościem był Krzysztof Obratański, burmistrz Końskich, Danuta Augustyniak, kierownik USC Końskich, Grażyna Kolus, sołtys Izabelowa oraz Jerzy Jakubowski, kierownik inspektoratu ZUS . Niemal każdy z gości przyniósł bukiet kwiatów i prezent. Kosz biało-czerwonych kwiatów od samorządowców koneckich przydźwigał Krzysztof Obratański, torbę z prezentem Danuta Augustyniak, a grawerton z życzeniami Karol Fijałkowski.

Przyniesiono dziecię

Burmistrz Obratański przeczytał – oczywiście skopiowany z księgi parafialnej – akt urodzenia Józefa Szczepanika spisany 100 lat temu przez księdza Wodnika. W akcie czytamy m.in., że do świątyni przyniesiono przez ojca Stefana Szczepanika i matkę Stefanię niemowlę płci męskiej. Chrztu dokonał ks. Wodnik. Chłopcu nadano imię Józef. W okresie międzywojennym Józef Szczepanik pracował w giserni Kronenbluma. W 1939 r. otrzymał powołanie do wojska, do 54 pp w Tarnopolu. Z żołnierzami, którzy szli na pomoc walczącym oddziałom, przebył szmat drogi. Od Tarnopola, aż na tę stronę Wisły. I 17 września 1939 r. dostał się do niewoli niemieckiej. Został osadzony w Stalagu III-A, w Luckenwalde, ok. 50 kilometrów od Berlina. To właśnie polscy jeńcy wojenni, a między nimi Józef Szczepanik, mieszkali w namiotach wojskowych i budowali baraki dla kolejnych żołnierzy z podbitych państw. Później jeńcy Stalagu III-A służyli potrzebom niemieckiego przemysłu wojennego. Wygłodniali młodzi ludzie, żołnierze polscy, jak ich nazywano w III Rzeszy – niewolnicy, za nieco większe racje żywnościowe pracowali w gospodarstwach rolnych w malowniczej miejscowości Luckenwalde. Jakieś niebywałe szczęście spotkało rodzinę pana Józefa, gdy w 1943 roku zdołała go uwolnić ze stalagu. Wrócił do Końskich. I znów poszedł do pracy w giserni, odlewni wtedy będącej pod zarządem niemieckim.

Z partyzantki do odlewni

Ledwie wrócił w rodzinne strony, a już na niego czekali leśni żołnierze z oddziału Antoniego Hedy – „Szarego„. Kilka miesięcy po powrocie już był członkiem grupy dywersyjnej kapitana „Kłosa„. Nadano mu pseudonim „Wierzba„. I Józef – „Wierzba” nosił meldunki, psuł nie tylko fabryczne maszyny, dezorganizował przemysłowe ogniwo niemieckiego okupanta. To się tak łatwo mówi, pisze, że niby miał łatwe zadania. Ale za każdym elementem tej walki stał okupant z pistoletem. Za każdą niesubordynację groziła kara śmierci. Bez sądu. Po zakończeniu działań wojennych, gdy koneckie gisernie przyjęły wspólną nazwę Koneckie Zakłady Odlewnicze, Józef Szczepanik wrócił do pracy. Chyba nawet na swoje przedwojenne stanowisko. I znów pracował przez 40 lat. Nabawił się chorób zawodowych. Przez huk, łomot panujący w fabryce dziś ma kłopoty ze słuchem.

Solo na skrzypcach

Koledzy ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Końskich mówią, że „Wierzba”, a teraz już kolega Józef Szczepanik ma stalowe zdrowie. Tyle różnych ciężarów, fizycznych i psychicznych, z którymi musiał się zmagać, jakie musiał przenieść na swoich barkach wielu by powaliło. A on już 100 lat stawia czoło przeciwnościom. Podczas spotkania w Izabelowie, w rodzinnym domu Józefa Szczepanika, w rodzinnym gronie z kolegami, z Armii Krajowej, porucznik Jan Lagner wyciągnął z futerału skrzypce i zagrał melodię „Sto lat”, a wszyscy zaśpiewali „Dwieście lat”. Tak się jakoś miło i serdecznie na sercu zrobiło, wzruszenie dosięgło wielu gości. Józefowi zaszkliły się oczy. Teresa Dróżdż, córka jubilata mówi, że ostatnio ojca dopadły choroby. Nasiliły się od momentu, gdy trzy tygodnie temu przewrócił się na podwórku. W łóżku czyta książki, rozmyśla. Od dziesięciu lat jest wdowcem. Dochował się czworga dzieci. Jedna z córek zmarła. Ma siedmioro wnucząt i dziewięcioro prawnucząt. Za wspaniałe wychowanie dzieci, wnuków, teraz córka Teresa z synem Ryszardem odwdzięczają mu się codziennie. Opiekują się chorym ojcem i dziadkiem, bo on w młodości dał im wszystko na miarę swoich możliwości.

Najstarszy konecki kombatant

Obecny na jubileuszu Andrzej Kosma, społecznik i sekretarz Koła ŚZŻAK w Końskich poinformował nas, że Józef Szczepanik otrzymał medale i odznaczenia: „Za wojnę obronną 1939”, „Akcja Burza”, „Krzyż Armii Krajowej”. Podczas spotkania w domu stulatka, Józefa Szczepanika „Wierzbę” udekorowano Krzyżem „Za zasługi dla Armii Krajowej”. 18 marca 2005 r. został mianowany na porucznika Wojska Polskiego. Józef Szczepanik – „Wierzba” jest najstarszym członkiem koneckiego Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

 

 

Dodaj komentarz