Piłsudczyk z Wiosny. Niezwykła historia Edwarda Świercza

flash Końskie

O marszałku Józefie Piłsudskim mówił: „Wytargałem go za wąsy!”, miał ku temu powód, bo w Legionach Polskich odpowiadał m.in. za pielęgnację zarostu żołnierzy. W czasie II wojny światowej ukrywał Żydów i przeprowadzał partyzantów. Zmiany ustrojowe spowodowały, że stał się ofiarą prześladowań. Po raz pierwszy wyjątkową historię swojego ojca Edwarda Świercza opowiadają córki Letusława Rejczak i Anna Świercz.

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości to idealny powód do opowiedzenia historii naszego taty, która była znana tylko w rodzinie – mówi Letusława Rejczak. Wraz z siostrą Anną Świercz postanowiły podzielić się opowieścią o Edwardzie Świerczu, legioniście, który odbywał służbę w oddziałach samego marszałka Józefa Piłsudskiego.

Edward Świercz urodził się 20 października 1900 r. w Wiośnie, malowniczo położonej miejscowości pośrodku lasu nad rzeką Czarną Konecką, w ówczesnej gminie Grodzisko. Dzieciństwo małego Edka było beztroskie, miał siedmioro rodzeństwa i kochających rodziców. Co nie było bez znaczenia w kolejnych latach.

– Tata pilnie się uczył, skończył szkołę podstawową w Sielpi Wielkiej. Wówczas ni było możliwości dalszego kształcenia i skupił się na pomocy rodzicom w gospodarstwie. Dziś już niewiele wiemy o młodości taty. Wszystko powoli zatarło się w naszej pamięci, a kiedy mogłyśmy o to zapytać, po prostu tego nie zrobiłyśmy – opowiada pani Lesia. Niewiele wiemy też o decyzji, jaką podjął młody Edward, która zaważyła na całym jego późniejszym życiu. Miał 18 lat, kiedy zdecydował się zaciągnąć na ochotnika do legionów marszałka Józefa Piłsudskiego. – Tata był ogromny patriotą. Na pewno to miało wpływ na decyzję. Ówczesna sytuacja w kraju dawała realną szansę na zmiany i odzyskanie wolności przez Polskę.Wierzył, że może mieć wpływ na historię -zaznacza.

W pułkach
Z książeczki wojskowej, która przetrwała do dziś wiemy, że Edward Świercz brał udział w wojnach przeciwko bolszewikom, uczestniczył w działaniach na froncie białoruskim. Był kilkakrotnie przenoszony, odbywał służbę m.in. w I i IV pułku pieszego Legionów Polskich..  W książeczce czytamy, że był wartownikiem. Części informacji, mimo pięknego kaligrafowanego pisma, odczytać się nie da.

Wytargałem go za wąsy
Córki pamiętają jednak z opowieści znacznie więcej np. to, że nosił tytuł wyborowego strzelca, czy wreszcie spotkania z legendarnym marszałkiem Józefem Piłsudskim.  – Tata przez lata wspominał marszałka Piłsudskiego. Pamiętam, jak mówił „Wytargałem go za wąsy!”, bo to właśnie on dbał o pielęgnowanie zarostu legionistów. Miał pseudonim „ed pedant`, podstrzygał cały pułk. Miał nawet pamiątkowy grzebień ze swoimi inicjałami i oczywiście brzytwę – opowiada Anna Świercz.
Smak czerwonego barszczu

Z wojskiem Edward Świercz zakończył przygodę dokładnie 15 października 1922 roku, kiedy został przeniesiony do rezerwy.  – Tata opowiadał o swoim powrocie w rodzinne strony. Kiedy doszedł do Drzewicy, czyli ok. 40 km przed Końskimi, nie miał już skóry na stopach, bo wracał oczywiście pieszo. Długo pamiętał, jak tam go przyjęto. Przywoływał smak barszczu czerwonego z ziemniakami, którym go poczęstowano. W czasie marszu żywił się bowiem tylko perzem, czy innymi roślinami, był bardzo wymęczony i głodny – mówi pani Lesia.

Przybyli ułani

Legiony wracały do Edwarda Świercza przez całe życie. W wolnej Polsce ukończył szkołę leśną, córki nie pamiętają, gdzie. Jak przyznają, nigdy o to nie pytały.  Zawód gajowego szybko przydał się w życiu. W 1929 roku ożenił się z  Marianną Ciaś z podkoneckiego Nieba. Tam też zamieszkał. Razem doczekali się i wychowali ośmioro dzieci, przenosząc tradycję ze swojego rodzinnego domu. Cztery córki i czterech synów wyniosło z domu polskie wartości. Miłość do ojczyzny, tradycji i szacunek do ludzi.

– Tata pięknie grał na skrzypcach. Siadał, grał i śpiewał wszystkie legionowe pieśni. Kiedy nucił „Modlitwę legionistów” mówił, że musimy stać na baczność, bo to legionowy hymn – opowiada pani Lesia. – Najbardziej cieszyłam się, jak miałam pięć lat, a tata śpiewał mi „Przybyli ułani pod okienko”. Mówił mi, że przybyli do Ani tak jak w piosence „u Ani” – wspomina z uśmiechem pani Anna. Siostry przyznają, że do dziś znają większość legionowych pieśni, właśnie dzięki wspólnemu śpiewaniu.

Na pomoc innym

Rodzina Świerczów wędrowała od gajówki do gajówki. Świerczowie mieszkali w Kamiennym Krzyżu, Smolarni i na końcu w Nałęczowie. II wojna światowa okazała się dla Świerczów sprawdzianem patriotyzmu. – Rodzice ukrywali w gajówce w Smolarni partyzantów i Żydów w naszej piwnicy. To było dla nich miejsce, gdzie mogli czuć się bezpiecznie. Mama wyprowadzała nawet krowy na dalsze pastwiska, tak by partyzanci mogli je doić i pić mleko.  Baliśmy się o tatę, kiedy znikał na kilka dni. Wiedzieliśmy, że przeprowadza partyzantów drogą z Niekłania do Miedzierzy – mówi pani Lesia. Po wojnie zaczęły się kolejne kłopoty.

Zastraszani przez czerwonych

– Przeprowadzka do zrujnowanej gajówki w Nałęczowie była spowodowana tym, że ktoś doniósł na tatę mówiąc, że był prawą ręką Piłsudskiego. Zabrano go wtedy do Końskich i bardzo pobito. Bardzo bał się o nas – zaznacza pani Lesia. – Wracali do naszego domu jacyś mężczyźni. Pewnie było to UB, bo rodzice wspominali, żebyśmy nic im nie mówili. To były sprawy dorosłych, ale tata mówił nam „ciiiii” – dodaje pani Anna. Koniec pracy gajowego oznaczał dla Edwarda Świercza i jego rodziny nowy etap  związany z przeprowadzką do nowego domu w Koczwarze, gdzie mieszkał do końca swojego życia. Stanął on na działce, jaką ze swojego posagu kupiła żona.

– Tata po prostu chciał spokoju. Służba w Legionach Polskich okazała się wyróżnieniem, ale w panującym wówczas ustroju politycznym była bardzo niewygodna. Komuniści walczyli z żyjącymi piłsudczykami, wzywali tatę na przesłuchania – mówi pani Lesia.  – Mama wspominała, że ludzie z UB przychodzi do domu po godzinie 22. „Byliśmy zastraszani przez czerwonych” – tak mówiła – dodaje pani Anna.
Wielki ogień

Wymarzony spokój dała praca w składnicy drewna w Końskich, gdzie dostał pracę składnicowego, pilnował wysyłki drzewa pociągami.  Wszystko zmącił jednak wielki pożar domu w Koczwarze. – Były wakacje, zbieraliśmy zboże z pola, tata zobaczył, że płonie stodoła. Szybko od niej zajął się cały dom. Spłonęło nam wszystko. Dwa lata  mieszkaliśmy w baraku wybijanym kocami, by było ciepło. Paliło się w „cyganku”, uczyliśmy się przy lampach. Dom udało się tacie odbudować, choć już nie taki jaki za pierwszym razem – wraca do trudnych wspomnień pani Lesia.

W mundurze

Edward Świercz zmarł w 1977 roku. Nie doczekał się docenienia za zasługi dla kraju. Został pochowany na koneckim cmentarzu.  – Dla taty był bardzo ważny zielony mundur. Szacunku do niego nauczył się służąc w Legionach. Na ważne uroczystości zawsze chodził w niego ubrany. W mundurze został też pochowany. Śnił się później mamie, że brakuje mu rogatywki. Poszła więc na cmentarz i zagrzebała ją w grobie – mówią siostry.

Odkopane pamiątki

Dziś, w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości córki postanowiły opowiedzieć historię ojca. Najcenniejsze rodzinne pamiątki to dla nich fragment polskiej flagi ze słynnym już żeliwnym orłem, będącym symbolem Legionów Polskich, oprawiony w ramki (z napisem „Królowo Korony Polski”) oraz oprawione w duże ramy malutkie zdjęcie ojca, na którym pozuje z medalem na piersi. To medal „Polska Swojemu Obrońcy”, który przyznawany był za walkę w wojnie 1918 – 1921 jako pamiątka udziału w działaniach wojennych. Sam medal zaginął gdzieś podczas rodzinnych zawirowań. Inne pamiątki jak np. książeczka wojskowa przetrwały. Zadbał o to Edward Świercz, który zakopał je w ziemi w obawie o represje wobec swojej rodziny. Po jego śmierci zostały wykopane i przechowano je na strychu domu w jednym z kufrów.

Napis na nagrobku

Żona piłsudczyka zmarła w 1990 roku, z ośmiorga dzieci Świerczów żyje dziś tylko troje: dwie córki i syn Wiesław. Panie mocno zabiegają, by po 41 latach od śmierci ojca upamiętnić go. – Chcemy ustalić trasę przemarszu taty i dotrzeć do śladów jego służby, ale też wyryć na jego grobie słowa, że służył w Legionach Polskich. Zasłużył na to swoją postawą. Był wielkim i skromnym patriotą. Czasami zdarza mi się, że zastanawiam się, co dziś na wolną Polskę, by nam powiedział i mimo tego, że znałam tatę bardzo dobrze, nie umiem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi – kończy pani Lesia.

Wojciech Purtak

Dodaj komentarz