Nie żyje Zofia Czerwińska. Wspominamy koneckie spotkanie z aktorką

flash Kultura

Zmarła Zofia Czerwińska, jedna z najbardziej lubianych polskich aktorek. Grała w kultowych filmach „Rejsie” i „Misiu”. Miała 85 lat.

Na spotkanie z nią zorganizowane w Końskich pięć lat temu przyszły tłumy. Wspominamy naszą relację z tego wydarzenia.

Aktorka przyjechała do Domu Kultury w Końskich 23 lutego 2014 roku na zaproszenie Agencji Artystycznej MjM założonej przez pasjonata teatru Mariusza Słowińskiego. W kameralnym gronie z Zofią Czerwińską rozmawiał aktor i reżyser Dariusz Taraszkiewicz.  – Mam 80 lat! Ludzie w tym wieku już nie żyją – takimi słowami aktorka rozpoczęła spotkanie. W opowieściach snutych na scenie koneckiego DeKu wracała do swojego dzieciństwa spędzonego w Poznaniu. Jej ojciec był bardzo szanowanym lekarzem wielu specjalności tzw. omnibusem. Ze względu na jego pozycję społeczną małej Zosi niczego nie brakowało.

– Miałam dom jak z powieści, w którym było wszystko łącznie z moją nianią, która kochała kino. To dzięki niej zaczęła chodzić do kina, bo zabierała mnie ze sobą. Wiąże się z tym historia, która doprowadziła do zwolnienia niania. W kinie można było palić papierosy, po jednym z seansów tak przesiąkła dymem papierosowym, że mój tatuś postanowił ją zwolnić – wspominała pani Zofia.

Zofia Czerwińska, Końskie 23.02.2014

Z historią w tle

W czasie II wojny światowej rodzina została wysiedlona z Poznania w ramach wysiedleń inteligencji. Rodzina aktorki przeniosła się do Warszawy. Drugi dom prowadzono również w Sochaczewie, gdzie pracował ojciec aktorki, który ze względu m.in. na płynne posługiwanie się językiem cieszył się zaufaniem Niemców. Czerwińska wspominała również dzień wybuchu powstania warszawskiego i ukrywających się w piwnicach kamienicy, w której mieszkała. Jak przyznała dzięki zapasom żywności przynoszonym z wdzięczności jej ojcu udało się wykarmić wszystkie osoby.  Z powstaniem warszawskim łączy się również bardzo ważna historia.

Od dwóch lat z rodziną mieszkał pies Ir, którego uratował ojciec aktorki. Okazało się, że pies należał do gestapowca i szkolony był do obrony pana. Kiedy po około 10 dniach po ukrywaniu się w piwnicy pani Zofia wyszła z Irem na podwórko zdarzyła się historia, która zaważyła o jej dalszych losach.

– Powstanie nie powstanie, ale psa trzeba wyprowadzić. Nie miałam wyobraźni, co może się zdarzyć. Kiedy przeszłam kilka kroków poczułam, że Ir rzuca się na mnie od tyłu i zakrywa mnie swoim ciałem. Słyszałam ostrzał i czułam, że ciało Ira stawało się coraz cięższe, a serce przestaje bić.

Dziś mogę powiedzieć, że gestapowski pies uratował mi życie i mogę się teraz z państwem spotkać – mówiła aktorka, co przyjęto gromkimi brawami.  Po wyzwoleniu ojciec aktorki został oddelegowany do Trójmiasta, aby tworzyć Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej. Został  lekarzem portowym Gdańska i Gdyni i pływał na Batorym. Rodzina zamieszkała w Gdańsku Oliwie, gdzie Zofia Czerwińska ukończyła liceum. Po maturze rozpoczęła studia w  Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, do której dostała się po brawurowej parodii Ireny Kwiatkowskiej, co otworzyło jej drogę do aktorskiej kariery.

 

Zofia Czerwińska z aktorem Dariuszem Taraszkiewiczem, organizatorem spotkania Mariuszem Słowińskim i ukochanym psem Dżekiem.

 

Zagrać epizod

W czasie spotkania nie zabrakło opowieści z planów seriali i filmów, które przyniosły aktorce popularność.Okazuje się, że rolę w kultowych „Czterdziestolatku” i „Alternatywach 4” zawdzięcza przypadkowi. – Zadzwonił do mnie reżyser Jerzy Gruza i powiedział, że ma dla mnie epizod w „Czterdziestolatku”. Mam czas na zastanowienie i zapewniał, że trzyma dla mnie miejsce.

Pomyślałam, że w końcu gram tylko epizody i się zgodziłam – opowiadała. Zdradziła również, że oprócz kultowego „Panie inżynierze, herbatki?” zasugerowała reżyserowi, że jej bohaterka będzie podkochiwać się w inżynierze Karwowskim, na co zgodził się Jerzy Gruza. Aktorka wspominała również pracę na planie „Rejsu” Marka Piwowskiego. Jak przyznała scenariusz filmu był zupełnie inny.

Atmosfera na planie sprawiła jednak, że zdecydowano się na improwizację, która stała się ostateczną wersją filmu. Zofia Czerwińska wspominała też pracę w Teatrze Syrena, w którym spędziła 40 lat swojego życia. Występowała na jednej scenie z Ireną Kwiatkowską,  Hanką Bielicką i Aliną Janowską.

Niezawodny Dżek

Po zakończeniu trwającego blisko dwie godziny spotkania aktorka chętnie rozmawiała z publicznością, pozowała do pamiątkowych zdjęć i rozdawała autografy. Swój pobyt w Końskich aktorka zakończyła w Kawiarni Na Warszawskiej, gdzie gościła na kolacji.

Co ciekawe aktorce towarzyszył jej przyjaciel – pies Dżek – czarny sznaucer miniatura, który wybawił aktorkę z depresji po ciężkiej chorobie i śmierci mamy. Dżek przez cały czas trwania spotkania cierpliwie leżał na specjalnie dla niego przygotowanym siedzisku na fotelu obok swojej pani.

 

Dodaj komentarz