Reklama

PARDOŁÓW. Z popiołów powstała, w popiół się obróci. Szkoła odchodzi w zapomnienie....

Betonowy budynek szkoły, na który przychodzi czas zburzenia, zagłady jeszcze w Pardołowie stoi zasłonięty drzewami. W 2009 r. budynek został sprzedany prywatnemu przedsiębiorcy. Wówczas perspektywy jego wykorzystania były znakomite. Niemniej od tamtego momentu budynek zaczął przyspieszać samounicestwienie.

Co pewien czas, a konkretnie od momentu zmiany właściciela z Urzędu Miasta i Gminy Stąporków na prywatnego przedsiębiorcę, czyli od 2009 r., informujemy na naszych łamach o pogarszającym się stanie technicznym budynku dawnej szkoły w Pardołowie. Gwoli ścisłości, to nie była tzw. „Tysiąclatka”, a szkoła postawiona w miejsce dawnej przepełnionej dziećmi drewnianej szkółki, którą zbudowano w 1957 r. Pisaliśmy bez mała od momentu zakończenia nauki. I żadną miarą, żadnym sposobem nie mogliśmy wzbudzić, albo rozbudzić sumień ludzi, którzy z racji swojego stanowiska, mogliby coś zaradzić!

Bez szkoły?

Wiejska młodzież w Pardołowie i Świerczowie doczekała się oświaty, która wraz z nauczycielami zawitała w 1918 r. Nie było budynku szkoły. Naukę prowadzono w prywatnych, sąsiadujących ze sobą budynkach Ścibisza, Brożyny. W czasie II wojny nauczanie, według nakazów niemieckich prowadzono w domu Józefa Piętka, którego rodzina została wywieziona do III Rzeszy. Kilka lekcji rachunków, pacierza.

Reklama

W 1945 r. do wsi wracali wojenni tułacze. Reaktywowano działalność edukacyjną. Kilkoro zacnych ludzi, wymyśliło, że tak dalej z nauczaniem dzieci być nie może. Musimy wybudować szkołę, bo inaczej będziemy się cofać w kulturze, oświacie. Nasze dzieci muszą być mądrzejsze od nas - postanowili na jakimś zebraniu, które odbywało się przed sklepem GS.

Ograbiona

Obecnie, w 2026 r. dawna szkoła wygląda tragicznie.

Przez minione lata została okradziona z żelaza, kabli i nawet z klepek podłogowych. Prawdopodobnie każdy złodziej, który budynek odwiedzał, na pożegnanie wytłukł szybę, może zdewastował całe okno, itd., itd.

Reklama

Mimo tych działań budynek ani „myśli” runąć. Ze ścian zewnętrznych odpadają tynki, rozsypuje się nasycony wodą do granic wytrzymałości, czarny gazobeton. Budynek szkoły swoją moc ma, stoi, trwa. Jak sarkofag.

Pracowita wigilia

Na końcu wsi, pod lasem, nad rzeką Korytnicą, przedwojenny inżynier jednej z fabryk Stąporkowa wybudował stawy rybne i obszerny, drewniany dom. Niemal willę letniego wywczasu. Wojenny czas spowodował, że przepiękny obiekt opustoszał. Mieszkańcy skrzyknęli się i od rana Wigilię 1955 r. przystąpili do rozbiórki budynku. Śnieg po pachy, zawieja, mróz, a ludzie z mozołem belka po belce demontowali domom. Przewozili saniami na koniec wsi, prawie pod Włochów. Składowali z zamiarem, że w tym miejscu będą budować szkołę. Prawie przez całą zimę debatowali i zgromadzony materiał budowlany przewieźli w miejsce, gdzie jeszcze stoi betonowy bastion.

Reklama

Plany w siekierach

Od wiosny 1956 r. cieśle z Szałasu montowali nowy budynek, według planów rysowanych na udeptanym piasku i workach po cemencie. Plany ludzie mieli w głowie, a cieśle w siekierach. Pod koniec września 1957 r. szkoła przyjęła uczniów. I prowadziła edukację do niemal końca lat 60. XX wieku. Wtedy niczym błyskawica przebiegła przez Pardołów i Świerczów myśl, że zbudujemy nową, piękną szkołę przyszłości.

Koniec domu edukacji

Z każdym rokiem dzieci uczęszczających do szkoły w Pardołowie było mniej i coraz mniej. Władze gminy Stąporków szkołę i nauczanie zlikwidowały. Dzieci dojeżdżają do szkoły w Stąporkowie. W budynku zadomowił się wiatr, szkody czynił deszcz i ludzie. Być może nawet potomkowie tych, którzy z euforią szkołę budowali. Teraz ją dewastują.

Reklama

Oaza dla seniorów

Szkołę, czyli nieruchomość należącą do gminy Stąporków, w 2009 r. komisarz sprzedał osobie prywatnej, która wniosła ją jako aport do spółki. Według planów i zamierzeń miał tu powstać ośrodek rehabilitacyjny i dom opiekuńczo-leczniczy. Taka oaza dla seniorów, których w Pardołowie i pobliskim Świerczowie, Wochowie przybywa z każdym rokiem.

Na planach się skończyło. Obiekt znów wystawiony jest na sprzedaż. Nawet nabywca był ucieszony, że dostał mu się tak ciekawy obiekt. Ale w tamtym czasie nowy właściciel miał szlachetne plany na zagospodarowanie. Miało tu być miejsce dla ludzi z okolicznych wsi, którzy coraz częściej samotnie żyją w swoich, często piętrowych, rezydencjach realizowanych z myślą, że ich dzieci zostaną w tych biednych wsiach. Obejmą „hektary” po ojcach. Będą trwać, a nawet gnuśnieć w tym środowisku. Dzieci wyjechały, starsi zostali. Pola zarosły krzakami. Prywatna wieś szlachecka, Pardołów założona była w drugiej połowie XVI wieku, na terenie po wykarczowanym lesie. Teraz las wraca na swoje pierwotne miejsce.

Reklama

Murowana przystań dla oświaty

Mieszkańcy przekazali swoje działki rolne pod budowę nowego obiekt, który wznosiła firma - od dawna już nie istnieje - Kombinat Budownictwa Mieszkaniowego ze Skarżyska-Kam. Budowano z płyt prefabrykowanych, płyt stropowych „żerańskich”, korytkowych stropodachowych, a niektóre ściany wypełniali betonem komórkowym. Wybudowano ją błyskawicznie, bo dzieci znów uczyły się w różnych wynajętych lokalach.

W agonii

Od kilku lat widać, że szkoła niknie. Głównie od środka. Drzwi do budynku właściciele zamknęli deskami przybitymi na krzyż. rozwarte na oścież z obu stron budynku pozbawione zamków, szyb, rozwalone, połamane Choć czasami zastawione deskami przybitymi na krzyż. Większość okien świeci dziurami po szybach. Wiatr przedmuchuje budynek na wylot. Parkiet z podłogi holu, gdzie odbywały się zajęcia, popisy artystyczne wyrwany do betonu. Jednym słowem, cały budynek ogołocony ze wszystkiego, co się urwać i wynieść dało. Niszczony przez ludzi obiekt sugeruje, że jest opuszczony. Jak zamek warowny po przegranej wojnie, skąd obrońcy uciekli i nie mają odwagi wrócić. Bo przeliczyli się? Przegrali batalię?

Reklama

Złodziejski poligon

Budynek, niegdyś ozdoba wsi, znika w chaszczach, krzakach, zaroślach. Jak złe wieści po wsi rozłażą się żmije, które mają doskonałe lęgowisko w zakamarkach budynku. Ponadto nikt nie zdoła wypatrzyć, kto i o jakiej porze przychodzi do szkoły na złodziejski poligon. Wyrwano ze ścian wszystko, co kwalifikowało się na skup złomu.

Dawni mieszkańcy Pardołowa i Świerczowa, którzy za żywota swoje pociechy na naukę do niej wysyłali, przychodzili na wywiadówki i akademie, powtórnie padli by śmiercią, gdyby obejrzeli jej obecny stan. Nie wiadomo, czy to jedynie margines społeczny tak mocno pracował nad unicestwieniem budynku. Podczas rekonesansu, gdy nikt go nie zabezpieczał przed włażeniem obcych, żal ściska serce, oglądając to, co potrafią ludzie zrobić, żeby zohydzić dosłownie wszystko.

Reklama

Piękna, zadbana, czysta, nasza

W dawnych klasach, pokojach dla nauczycieli poprzewracane szaf na pomoce naukowe. Nawet piec kaflowy z kuchni rozebrany na kawałki.

Na piętrze w klasopracowni polonistycznej ktoś rozpalił ognisko z... książek. Ale ogień był „mądrzejszy” od dewastatorów, niezbyt chętnie imał się literatury. Farba olejna na ścianach zwija się w rulony jak papirusowe arkusze. Tylko nikt nie potrafi na nich zapisać, że tu kwitła oświata, kultura.

Burmistrz Stąporkowa Jarosław Młodawski powiedział nam, że właściciele mają obiekt rozburzyć. Muszą wywieź szczątki do utylizacji, plac po szkole wyrównać i przekazać samorządowi Stąporkowa jako spłacenie długów, zapłatę za użytkowanie szkoły.

Reklama

Działka, na której szkoła stoi liczy 4200 metrów kwadratowych, a sama szkoła ma 990 metrów kwadratowych. Niemal wszystko przepadło. Nie będzie ośrodka zdrowia, ani medycyny, o której marzyli ludzie, gdy w szkole miał powstać zakład opiekuńczy. Nawet te mizerne marzenia ludzi w podeszłym wieku też się rozwiały. Możemy jedynie zapytać, gdzie byli ci, którzy obecnie próbują szkołę ratować?

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/05/2026 15:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Konecki24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości