Reklama

Zbrodnia niemiecka: Pacyfikacja Królewca i Adamowa w gminie Smyków. Pamięć o zamordowanych i spalonych gospodarstwach w 1940 roku

W dniach 4-7 kwietnia 1940 r. oddziały SS i policji niemieckiej dokonały okrążenia lasów leżących w trójkącie Mniów - Sielpia Wielka - Stąporków. Nie udało się osaczyć oddziału „Hubala”. Kilka dni wcześniej zdążył opuścić zagrożony teren. Ale doszło do niewyobrażalnych zbrodni na ludności cywilnej.

Zbrodnia niemiecka

- Jest taki smykowski las i jest taki człowieka los. Splecione ze sobą na zawsze. Splecione na zawsze z nami! To jest moja, Twoja, nasza historia.... Pamiętamy! - takim mottem Gmina Smyków upamiętnia uroczystości pacyfikacji Królewca i Adamowa, w wyniku których zginęło ponad 100 osób.

Pacyfikacja

Jak doskonale obecnie wiemy, pacyfikacja Królewca i Adamowa przeprowadzona przez esesmanów z 8. pułku SS-Totenkopfverbände, z dowódcą Leo von Jena, 7 kwietnia 1940 r,, była jedną z najkrwawszych zbrodni na ludności cywilnej w tym regionie na początku okupacji niemieckiej. W jej wyniku śmierć poniosły 83 osoby, w tym 61 mieszkańców Królewca. Wkrótce wszyscy zostali rozstrzelani. Tych, którzy przeżyli dobijano bagnetami Hitlerowcy aresztowali niemal wszystkich mężczyzn w wieku poborowym (od 16 lat wzwyż. Mężczyzn zaprowadzili do Smykowa, rozstrzelali na wschód od drogi Mniów - Sielpia na polu „pod Królową gruszką” i w lesie smykowskim, w pobliżu pozostałości nieczynnej kopalni. Spalili 55 gospodarstw w Królewcu i okolicach, pozbawiając rodziny dachu nad głową oraz środków do życia. Tym samym ofiarą pacyfikacji Adamowa i Królewca padły łącznie 83 osoby, w tym 61 mieszkańców Królewca, 18 mieszkańców Adamowa oraz po jednej osobie z Chybów, Muszczarza, Piaseczna i Znajomej. Niemcy spalili także 55 gospodarstw, w tym większość zabudowy Królewca.

Reklama

Fotograf i wdowy

Fot. archiwum Muzeum Ludowego w Adamowie

Chyba nikt, a może mało kto zadał sobie trud obliczenia ile kobiet - matek, żon, sióstr, babek, teściowych i dzieci - pozostało w żałobie po mężczyznach, których ciała rozszarpywały karabinowe pociski, między innymi na górce w lesie za Smykowem. W wyniku tej zbrodni niemal każda rodzina straciła mężczyznę. Syna, wnuka, zięcia. Okupanci na śmierć kwalifikowali mężczyzn w wieku od 16 lat. W niewielu domach, których nie sięgnęły płomienie podpaleń, pozostały wdowy i sieroty. W ułamku sekundy ich świat zatrzymał się w obliczu podwójnej rodzinnej katastrofy. Kobiety, które przeżyły tragedię, musiały radzić sobie z traumą, żałobą oraz koniecznością odbudowy gospodarstw przy braku męskiej siły roboczej i ciągłym zagrożeniu ze strony okupanta. W jednej chwili wiele kobiet zostało wdowami, a dzieci sierotami.

Reklama

Fot. archiwum Muzeum Ludowego w Adamowie

Na skrawku papieru

W okresie międzywojennym wsie odwiedzali przeróżni fachowcy. Drutowali rozbite garnki gliniane, lutowali dziury w garnkach metalowych, ostrzyli noże, nożyczki, siekiery, naprawiali buty. Nawet z kuponu materiału jaki ze sobą nosili, szyli ubrania. Ręcznie igłą z nawleczoną nicią. Ale pojawiali się również „artyści” którzy proponowali do sprzedaży święte wizerunki, a nawet z dwóch fotografii (jak się obecnie mówi - legitymacyjnych) montowali portrety ślubne. Później te monidła wisiały na ścianach w najważniejszych pokojach, a głównie nad łóżkiem nowożeńców. Pojawiali się również fotografowie, którzy „zdejmowali” ludzi w różnych sytuacjach. Byli to rzemieślnicy, którzy dopiero co poznawali tajniki fotografii. W zasadzie uzbrojeni w proste aparaty fotograficzne typu box, z obiektywem o jednej soczewce zwanej okularem „robili zdjęcia za pół darmo”. I właśnie tacy fachowcy od fotografii pojawiali się w Królewcu, Adamowie i pobliskich wsiach. I tylko dzięki nim, fotografistom ze słabym warsztatem, pozostały do dziś zdjęcia ludzi, których Niemcy rozstrzelali. Nie jest ich wiele, niemniej na skrawku papieru światłoczułego zatrzymali czas i tamtych ludzi. Niektóre z tych fotografii przetrwały w domach rodzin. Otoczone czcią, pamięcią. Pokazywane innym od wielkiego święta. Ale starzeją się, odjeżdżają, czyli substancje chemiczne używane do ich tworzenia przez ponad 80 i więcej lat reagują z powietrzem i obraz z nich znika.

Reklama

Trzy razy grzebano te same ofiary

Podczas uroczystości nad pustym grobem w miejscu rozstrzelania ludzi na Smykowskiej Górce, Gmina Smyków oraz Muzeum Ludowe Teresy i Jana Krawczyków w Adamowie zorganizowały wystawę przypominającą tamte tragiczne fakty. Na planszach obok opisów znalazły się fotografie. Nieliczne. Rodziny udostępniły je. Zostały zreprodukowane i wydrukowane obok tekstów.|Tym samym pokazano ludziom rodziny, na których jeszcze znajdują się mężczyźni, dzieci, kobiety. Skorzystaliśmy z tych zdjęć i fragmentów opisów, by przypomnieć, jak wielką tragedię po zabiciu mężów, braci przeżywały kobiety.

Jak objaśnia tablica załączona do wystawy, kilka dni po pacyfikacji Królewca i Adamowa żony i matki pomordowanych udały się do starosty niemieckiego w Końskich. O wydanie zezwolenia na pogrzebanie ofiar. Widać było pogardę połączoną z szatańską pychą. Po raz pierwszy wydano pozwolenie na pochowanie pomordowanych w Glinianym Lesie, w dołach będących wyrobiskiem po kopalni rudy. Kolejnym miejscem było rozstaje dróg do Końskich i Adamowa. Dopiero po kilku tygodniach na pochówek, na cmentarzu w Miedzierzy, ściśle wyznaczonym miejscu, w kwaterze dla samobójców i nieochrzczonych dzieci. Pochówek na cmentarzu został niejako wymuszony na władzach niemieckich, bowiem miejsce pogrzebania przy szosie było często odwiedzane przez rodziny pomordowanych. Ile razy były upodlane podczas trzech pogrzebów tych samych ludzi, który dopiero za ostatnim razem spoczęli na cmentarzu w Miedzierzy - czytamy w wypisie z historii - ujmując krótko. - Wdowy i członkinie rodzin wykopali zabitych zagrzebanych w miejscu śmierci, przenosili do nowego miejsca, potem znów wykopywali zabitych. Za trzecim razem znaleziono dla nich ważne, stałe miejsce pochówku. To wszystko robiły kobiety, bo mężczyzn w sile wieku nie było.

Reklama

Przybijani do ziemi pociskami

Boleści dodawał fakt, że dwa tygodnie po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, (Wielkanocy w 1940 roku) oprawcy zabrali się do mordowania ludzi na. Taka tragedia z golgotą, biczowaniem, przybijaniem życia pociskami karabinowymi do ziemi. W najpiękniejszych chwilach, jakie ofiary spędzały na tym świecie, nikt nawet o takiej śmierci nawet nie myślał. Przez lata wdowy i rodziny ofiar dbały o pamięć o pomordowanych, mimo że w czasie okupacji było to utrudnione.

Pielęgnują pamięć

Obecnie lokalna społeczność, w tym potomkowie tych rodzin, pielęgnuje pamięć o pacyfikacji poprzez uroczystości rocznicowe. Niemcom nie wystarczyło rozstrzelanie ludzi. Chodziło również o zlikwidowanie całych wsi, które wkrótce stanęły w płomieniach. O tej samej porze Królewiec Podłużny stanął w płomieniach. Niemcy podpalili również niektóre zabudowania w Królewcu Poprzecznym oraz w przysiółkach: Zastawie, Podzastawie i Piaski.

Reklama

Uroczystości

Fot. Gmina Smyków

Urząd Gminy w Smykowie jest głównym organizatorem uroczystości rocznicowych poświęconych tym tragicznym wydarzeniom. Żyjącym zależy na podtrzymaniu pamięci o tamtych tragicznych wydarzeniach i oddaniu hołdu pomordowanym. Jest bardzo ważne aby wiedza o tragedii, jaka 86 lat temu spotkała 104 mieszkańców Gminy Smyków, nie tylko nie zatarła się w pamięci ludzi wraz ze śmiercią jej ostatnich świadków, ale dotarła do świadomości mieszkańców naszego regionu, przede wszystkim dzieci i młodzieży szkolnej.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/04/2026 10:27
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Konecki24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości