W sobotę, 11 kwietnia 2026 roku, w miejscu wojennej tragedii w lesie koło Wąsosza sprawowana była msza święta. To właśnie w tym miejscu, 6 kwietnia 1940 roku, niemieccy oprawcy rozstrzelali 24 mieszkańców. Następnego dnia pozbawili życia kolejnych 13 ludzi. Potomkowie postawili pomnik, by nikt tego faktu, tej ofiary, z pamięci nie wymazał.
Społeczność Wąsosza, Jeleniej Góry, Stadnickiej Woli, Nieba, Piekła, Sielpi i Małachowa, dotknięta tragedią, która 86 lat temu rozegrała się w lesie za wsią Wąsosz, 11 kwietnia 2026 roku przybyła na to miejsce na mszę świętą. Na rozpamiętywanie, wspominanie słowami ojców i dziadków, jak ta zagłada sąsiadów przebiegała. Jak żony traciły mężów i synów.
Wspominali o tym nieludzkim czasie, gdy serie z broni maszynowej i wystrzały kbk-ów przewracały na ziemię Bogu ducha winnych ludzi. Wtedy było tu pastwisko. Teraz rośnie las – starzejący się, nabierający mocy. Ale żadne z drzew nie wspomni, jak to było naprawdę. Czy te ofiary były potrzebne hitlerowcom?
Tak się stało, że miejsce w lesie, z polanką kilka kroków od pierwszych grobów zabitych, zostało przez mieszkańców, sołtysów, druhów strażaków i leśników zabudowane pamięcią. Na granitowym, czarnym, błyszczącym kamieniu wykute są nazwiska i imiona zabitych ludzi. Tego zetrzeć się nie da. Wymazać z pamięci również nie da rady. Stoi płyta i wspominać będzie ich ofiarę.
Na tablicy z czarnego granitu zaznaczono, że 6 kwietnia 1940 roku, w pobliżu wsi Niebo i Piekło, niemieccy bandyci zastrzelili mieszkańców wsi Stadnicka Wola, Piekło, Jelenia Góra i Niebo: Antoniego Gardulskiego, Romana Gardulskiego, Edwarda Wąsika, Franciszka Młynarczyka, Franciszka Szmita, Antoniego Kulety, Władysława Dziurdzia, Jana Kaczmarczyka, mężczyznę o nazwisku Zagnański, Józefa Dziurdzia, Teodora Plaskoty, Adama Tomali, Rudolfa Tomali, Władysława Zamachowskiego, Andrzeja Góreckiego, Mariana Tarnowskiego, Wincentego Zbroi, Józefa Szejny, Józefa Łyczka, Józefa Woźniaka, Tomasza Serka, Stefana Łyczka, Władysława Wierzbickiego, Leona Wierzbickiego.

7 kwietnia 1940 roku w lesie za Wąsoszem hitlerowcy zamordowali: Franciszka Klecha, Mariana Wroteckiego, Stanisława Kałużyńskiego, Karola Janiszewskiego, Stanisława Młotkiewicza, Józefa Piotrowicza, Bolesława Wąsika, Władysława Wąsika, Józefa Łyczka, Lucjana Stąporka, Władysława Wierzbickiego, Władysława Panka i Jana Wąsika.
Nim rozpoczęła się msza święta, sołtys Wąsosza, druh, prezes OSP i sołtys Lucjan Górecki odczytał nazwiska zabitych. Wspomniał o tragedii, jaka rozlała się po wsi i ościennych miejscowościach. Wspomniał, jak zabierano ciała odkopane z błota i piachu. Kobiety rozpoznawały swoich i obmywały wodą. Potem układały w skrzyniach, bo trumien nie było wolno zrobić. I, omijając kościół w Czarnej, na cmentarzu chowano je z towarzyszeniem cichej modlitwy.
11 kwietnia 2026 roku o godz. 14, w lesie Wąsosza, proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Końskich, ks. Tomasz Janicki, odprawił mszę świętą w 86. rocznicę zamordowanych mieszkańców Wąsosza i okolicznych wsi.

W miejscu śmierci, którą niewinnym ludziom zadali hitlerowscy bandyci, 86 lat po tragedii stawiło się kolejne pokolenie członków rodzin zamęczonych ludzi. Przybyły władze samorządowe Miasta i Gminy Końskie, sołtysi okolicznych wsi, przedstawiciele Nadleśnictwa Barycz. W szeregu obok pomnika stanęły sztandary Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z Końskich i Niekłania, z pocztem - sztandary OSP Wąsosz i OSP Kornica oraz sztandar Nadleśnictwa Barycz.

Przybyli na mszę świętą nowi, młodsi członkowie ŚZŻAK Końskie, z prezesem Lucjanem Góreckim, Tomaszem Słoką oraz sztandarowym Marianem Kucharskim i ppor. Witoldem Fitasem w asyście pocztu.

Tego dnia na tej polanie, która jest świadkiem tragedii mieszkańców, modlili się ludzie w intencji poległych i zamordowanych matek, ojców, synów, którym życie zabrała nienawiść okupanta, podkreślana przez specjalne hitlerowskie grupy likwidacyjne, złożone z wykolejeńców życiowych, którzy w pierwszych dniach kwietnia 1940 roku prowadzili polowania na ludzi w lasach między Mniowem, Stąporkowem a Końskimi.

Koniecznie dodać musimy, że w kwietniu 1940 roku niemieccy oprawcy tropili Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Hubala. Tam, gdzie dotarli, od razu organizowali zemstę za pomaganie żołnierzom polskim.
Specjaliści hitlerowscy, wyszkoleni do zabijania, nie myśleli o Konwencji Genewskiej, która zabraniała odwetu na cywilach. Jak się okazało, według powojennych badań historycznych, około 8 tysięcy ludzi niemieckich formacji, ze sławną Einsatzgruppen, prowadziło obławę w lasach między Mniowem, Stąporkowem a Końskimi. Pod koniec marca i na początku kwietnia 1940 roku w tym rejonie stawiano "na rozwałkę" ludzi.
Z całym swoim bagażem doświadczeń grupy samozwańczych myśliwych, wyspecjalizowane w polowaniach na ludzi, na cywilów mordowały i strzelały. Einsatzgruppen chętnie zabijały - w różny, wymyślny sposób. Wiedzieli, że wojska polskiego już dawno tu nie ma, ale pretekst skwapliwie wykorzystali.
Po zakończeniu mszy świętej mieszkańcy pod tablicą składali kwiaty i zapalali światła pamięci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze