Neoklasycystyczna budowla ogrodowa została wzniesiona w 1893 r., gdy miasto Końskie należało do Jana Małachowskiego. Glorietta to kamiennej konstrukcji ołtarz polowy w zespole parkowo-pałacowym. Zakończyła się odbudowa ołtarza zniszczonego przez czas i ludzi. Niemniej do całkowitego zakończenia restauracji tego kwartału zespołu pałacowego wykonać należy roboty upiększające teren.
Plac przed ołtarzem, był miejscem zgromadzeń, uroczystości o charakterze patriotycznym, narodowym i lokalnym. Glorietta dodawała splendoru, podkreślała ważność sprawowanych tu uroczystości.

Właśnie w tym miejscu, chrzczono pierwszy w Końskich wóz strażacki fundowany przez hrabiego Juliusza Tarnowskiego. Nadano mu imię „Juliusz”. Tu odbywały się uroczyste zgromadzenia sekcji i rot strażaków, organizowano zbiórki POW. Był to stały elementem i miejsce dumy konecczan. Wreszcie przed ołtarzem „Placem Pod Orłem”, jakim po 1918 r. okrzyknęli go konecczanie, sprawowano msze święte podkreślające ważność obchodzenia rocznicy Konstytucji 3 Maja i Odzyskania Niepodległości.

Półtora roku temu rozpoczęto remontowanie, przywracanie Glorietty do wyglądu jaki był założony w projekcie i wzniesiony pod koniec XIX wieku. Płytka eksedra została rozczłonkowana trzema ślepymi arkadami. Przykryta hemisferycznie, po bokach ujęta parami jońskich kolumn na tle pilastrów dźwigających belkowanie, na którym umieszczone były wazony i putta. W zwieńczeniu przesklepienia widoczny orzeł na kuli.

Gdy mury Glorietty oczyszczono ze starych sypiących się tynków, brudów, naleciałości różnego rodzaju, okazało się, że ściany nie miały arkad, przez które można było oglądać widok na południe na ogrody. Konserwatorzy zabytku jednoznaczną określili - Glorietta od początku była budowlą pełną. Najpierw wzniesiono z kamienia piaskowca cztery słupy zwieńczone łukami. Nad nimi posadowiono kopułę. Potem otwory między słupami wypełniono czerwoną cegłą, wreszcie całość zatynkowano. Inni mieli zupełnie inne wersje. Dokumentów na poparcie tak jednej, jak i drugiej koncepcji - nie było.
Glorietta jest remontowana, odnawiana zgodnie z procedurami określonymi przez konserwatora zbytków. Tu należy dodać, że ok. 30 lat temu, niektóre elementy zdobiące zwieńczenie kopuły spadły na ziemię. Rozbiły się, po czym zniknęły. Zapodziały się dwie rzeźby amorków, dwa gazony. W całości zachował się wykuty w kamieniu orzeł.
Przepadły albo też potłukły się wazony ogrodzenia. Jednym słowem, Glorietta przechodziła różne koleje losu. Stawała się ruiną. Nie posiadała stałego opiekuna, poza zastrzeżeniem na papierze, że jest zabytkiem.
Burmistrz Krzysztof Obratański mówił, że zarówno poprzednia komisja PTTK, jak i obecna, interesuje się koneckimi zabytkami, monitoruje ich remonty, wpływa na samorząd, by obiekty poddawać renowacji w zachowaniem wszelkich zasad.
Członkowie nowo wybranej Komisji Opieki nad Zabytkami Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w składzie: Katarzyna Stępień, przewodnicząca, Agnieszka Dzwonnik-Zatora, wiceprzewodnicząca, Mirosław Gryglicki, sekretarz, Krzysztof Wiatr i Tadeusz Śliwak, wysłuchali relacji Roberta Jelonka, przedstawiciela firmy „Kamieniarka” z Szydłowca.
„Kamieniarka” wykonuje prace zgodnie z harmonogramem, pod nadzorem konserwatorskim. - Oczyściliśmy obiekt, potem przystąpiliśmy do uzupełniania ubytków. Odsalaliśmy kolumny, z tyłu fugowaliśmy elementy łączące kamienie. Była też dezynfekcja, co przy tego typu pracach jest konieczne. Uzupełniliśmy ubytki, co zajęło najwięcej czasu. Kilkakrotnie czyściliśmy mury, potem prowadziliśmy hydroizolację, by nie niszczały. Do nas też należy zagospodarowanie terenu z ułożeniem płyt granitowych, zasianiem trawnika.
Radosław Nowek z Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta i Gminy, pasjonat historii, członek Stowarzyszenia Historycznego „Pasja”, wolontariusz, informował, że po uzyskaniu zgody archeologów i konserwatora zabytków, prowadził wraz z kolegami poszukiwania „skarbów”, jakie zazwyczaj znajdują się przy tego typu obiektach.
- Znaleźliśmy przede wszystkim dużo żelastwa i śmieci - przyznaje. - Odnaleźliśmy także kilka ważnych artefaktów, z których naszym zdaniem, najcenniejszym jest, metalowy emblemat z czapki pocztowca (poczmistrza) z XIX wieku, unikatowa moneta austro-węgierska 15 grajcarów z 1800 r., guzik wysokiego urzędnika Guberni Sandomierskiej, 10 groszówka z 1840, kule do pistoletu, jakby przed chwilą odlane z ołowiu, jeszcze nie obrobione. Nawet pistolecik, z którego można było strzelać „na postrach”. Artefakty te zostaną przekazane archeologom, a potem, trafią do koneckiego muzeum.

Na szczytach kolumn, jakie są przy Glorietcie, były dwa amorki i gazony z rzeźbionymi kwiatami. Z biegiem czasu, gazony przepadły. Przy okazji na ziemię spadły amorki - „chłopcy”, jak nazywa te postacie pani konserwator zabytków nadzorująca prace renowacyjne. Rzeźby rozbiły się w drobny mak. Posprzątano skorupy i od tego momentu, końca lat 80. XX wieku nikt się o nie upominał.

Konserwator sztuki miał uwagi do sposobu wykonania tych rzeźb. Nie było to zresztą takie proste i oczywiste dla wykonawcy, bo rzeźby się nie zachowały w sposób, który dawałby możliwość ich odtworzenia. Zostały więc zaprojektowane od nowa na podstawie zachowanych archiwalnych fotografii. Sporządzono rysunki stosując proporcję figurki do innych elementów Glorietty. I dopiero wtedy je wyrzeźbiono. Postawione na szczycie znakomicie wpasowały się w całość Glorietty.
Gmina Końskie złożyła już także wniosek o dofinansowanie następnego etapu rewitalizacji. Jeśli uda się pozyskać pieniądze, ta część parku odzyska pełny blask i może stać się jeszcze bardziej atrakcyjnym miejscem dla mieszkańców oraz odwiedzających miasto turystów. Na razie Glorietta jest odnowiona tak, że można cieszyć oko tym unikatowym zabytkiem kultury jaki w Końskich ocalał.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze