Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jestem zbulwersowana tytułem. Podobne teksty puszczają dziennikarze telewizyjnym. Najwidoczniej żaden z nich nie zastanowił się co proponuje. Zwierzę potrafi wyskoczyć z krzaków pełnym galopem. Nie ma żadnej możliwości reakcji jeżeli wali prosto w samochód. Moje pierwsze spotkanie z dzikami blisko 20 lat temu miało miejsce w polu. Stado uderzyło tyralierą na kolumnę samochodów. Przede mną jechał maluch. Dostał w bok. Auto niemal zostało skasowane. Ja miałam więcej szczęścia, bo zaliczyłam potężną sztukę przodem, ale jechałam busem z potężnym zderzakiem. Cała przeprawa zwierząt przez szosę trwała ułamek sekundy. Zanim je zobaczyliśmy, już ich nie było. Rozmiar "mojego" kolosa wywnioskowałam z wielkości śladu na samochodzie. Zareagować to można na zwierzę, które wyjdzie z rowu kilkadziesiąt, kilkanaście metrów przed samochodem. Wtedy uwagi o ostrożności, o nielekceważeniu znaków miałyby sens. Jestem jakimś pechowym kierowcą, bo nocnych spotkań miałam już wiele. Dwa razy się zderzyłam z nieostrożnym "przebiegaczem". Dlatego wiem, że znak nie chroni. Można tylko wyjść z samochodu i przejść las pieszo. Żadna ostrożność i nawet prędkość 30 km/godz nie zabezpieczy przed rozpędzonym i nieprzewidywalnym dzikim zwierzęciem. To ruska ruletka.
Jestem zbulwersowana tytułem. Podobne teksty puszczają dziennikarze telewizyjnym. Najwidoczniej żaden z nich nie zastanowił się co proponuje. Zwierzę potrafi wyskoczyć z krzaków pełnym galopem. Nie ma żadnej możliwości reakcji jeżeli wali prosto w samochód. Moje pierwsze spotkanie z dzikami blisko 20 lat temu miało miejsce w polu. Stado uderzyło tyralierą na kolumnę samochodów. Przede mną jechał maluch. Dostał w bok. Auto niemal zostało skasowane. Ja miałam więcej szczęścia, bo zaliczyłam potężną sztukę przodem, ale jechałam busem z potężnym zderzakiem. Cała przeprawa zwierząt przez szosę trwała ułamek sekundy. Zanim je zobaczyliśmy, już ich nie było. Rozmiar "mojego" kolosa wywnioskowałam z wielkości śladu na samochodzie. Zareagować to można na zwierzę, które wyjdzie z rowu kilkadziesiąt, kilkanaście metrów przed samochodem. Wtedy uwagi o ostrożności, o nielekceważeniu znaków miałyby sens. Jestem jakimś pechowym kierowcą, bo nocnych spotkań miałam już wiele. Dwa razy się zderzyłam z nieostrożnym "przebiegaczem". Dlatego wiem, że znak nie chroni. Można tylko wyjść z samochodu i przejść las pieszo. Żadna ostrożność i nawet prędkość 30 km/godz nie zabezpieczy przed rozpędzonym i nieprzewidywalnym dzikim zwierzęciem. To ruska ruletka.