Reklama

Tragedia w Odrowążku: Ćwierć wieku od brutalnego morderstwa proboszcza

W 2001 r. Odrowążkiem wstrząsnęła niewyobrażalna tragedia. Brutalne morderstwo proboszcza, księdza Tadeusza Kwietnia, zszokowało bliższą i dalszą okolicę. Sadyzm sprawców wymykał się ludzkiemu pojęciu...

Nie był to jednak pierwszy cios dla lokalnej społeczności – latem 1993 roku doszczętnie spłonął tu drewniany kościółek parafialny. Policja ujęła morderców kapłana, a sąd wydał surowy wyrok. Jak się później okazało, obie tragedie prawdopodobnie łączyła osoba tego samego sprawcy, który przed laty podłożył ogień pod świątynię.

Odrowążek leży przy drodze powiatowej łączącej Odrowąż z Samsonowem, zaledwie kilkaset metrów od granicy z powiatem koneckim. Na pobliskim wzniesieniu znajduje się parafialny cmentarz. Tuż za nim, po prawej stronie drogi, stoi odremontowany kościółek – ten sam, który spłonął w 1993 roku. Tuż za nim wznosi się nowa świątynia, wybudowana w 2018 roku. Po przeciwnej stronie szosy stoi drewniany dom służąca od lat za plebanię. To właśnie w tych dwóch miejscach rozegrał się dramat, który zaczął się od pożaru w 1993 roku, a swój tragiczny finał znalazł w roku 2001.

Reklama

Kościółek strawił ogień

Nazwa miejscowości sięga XIV wieku, kiedy to zaczęto nazywać ją Odrowążkiem dla odróżnienia od Odrowąża Starego, do którego wieś należała pod względem kościelnym. Drewniano-murowaną świątynię pw. Przemienienia Pańskiego wzniesiono tutaj w 1948 roku. Od 1953 roku niedzielne msze święte odprawiali duchowni z Odrowąża, a w 1957 roku w miejscowości na stałe zamieszkał duszpasterz – ksiądz Tadeusz Kwiecień.

Z czasem budynek rozbudowano o przybudówkę, ganek przy głównym wejściu oraz zakrystię. W 1971 roku świątynię powiększono, a dwa lata później biskup Piotr Gołębiowski dokonał jej uroczystej konsekracji.

Reklama

Sielankę przerwała lipcowa noc 1993 roku. Mieszkańcy zauważyli w okolicy kościoła niepokojący blask. "Może to młodzież pali ognisko?" – uspokajali się nawzajem, bo nikomu nie mieściło się w głowie, że ktoś mógłby celowo podpalić dom boży. Gdy jednak łuna zaczęła gwałtownie rosnąć, stało się jasne, że sytuacja jest dramatyczna. Przerażeni ludzie wezwali pomoc. Na miejsce natychmiast ruszyły jednostki straży pożarnej z Końskich, Bliżyna oraz inne zastępy podlegające ówczesnej Komendzie Rejonowej Straży Pożarnej w Końskich. Mieszkańcy ruszyli ratować z wnętrza, co tylko się dało. Niestety, ogień był szybszy – z budynku ocalały jedynie nieliczne przedmioty.

Protokół na pogorzelisku

Następnego dnia po pożarze, wraz z zastępcą komendanta rejonowego straży, majorem pożarnictwa Tadeuszem Nowakowskim, stanąłem, jako dziennikarz, na pogorzelisku. Obraz wypalonego kościoła robił przygnębiające wrażenie. Z dachu, który runął do wnętrza, sterczały jedynie osmalone, węglowe kikuty więźby dachowej. Wokół leżały powywracane ławki i osmalone ołtarze, które ludzie w pośpiechu wynosili z płomieni. Podobny los spotkał konfesjonały – zdołano je wydobyć z ognia jedynie w szczątkowej formie.

Reklama

Udaliśmy się do księdza proboszcza Tadeusza Kwietnia, aby spisać protokół z tego zdarzenia. Jak zawsze, przyjął nas niezwykle serdecznie, bo taka była jego natura. Tym razem jednak na jego twarzy malowało się ogromne zmęczenie i głębokie zmizerowanie. Był całkowicie przybity tym nieszczęściem. Mimo ogromnego bólu, goszcząc nas, zdołał jeszcze zaparzyć i podać herbatę.

Wtedy praktycznie nikt nie wierzył, że kościółek uda się odbudować, a kilkuset wiernych znowu przyjdzie tutaj na mszę. Parafianie wykazali się jednak niezwykłą upartością. Przy wsparciu całej diecezji, już w 1994 roku odnowiona i odbudowana świątynia ponownie przyjęła wiernych!

Reklama

Czas płynął dalej. Wówczas proboszczem był już ks. Wincenty Chodowicz. W 2011 roku w Odrowążku rozpoczęto budowę zupełnie nowej świątyni parafialnej. To wyjątkowy obiekt – drugi w Polsce, a pierwszy w diecezji radomskiej tzw. kościół pasywny, czyli wysoce energooszczędny. Świątynia została uroczyście poświęcona przez biskupa Adama Odzimka 6 sierpnia 2014 roku. Księdza Tadeusza Kwietnia nie było już jednak wśród żywych. Ten zacny pasterz nie doczekał tego momentu – został brutalnie zamordowany.

Tragedia w Odrowążku. Śmierć księdza Tadeusza

Do potwornej zbrodni doszło w noc z 20 na 21 lipca 2001 roku. Ofiarą padł 72-letni ks. Tadeusz Kwiecień, kanonik, który posługiwał w parafii od 45 lat i był szczerze kochany przez swoich wiernych.

Reklama

Następnego dnia rano duchowny miał odprawić mszę świętą w Szałasie. Ludzie długo czekali na swojego pasterza, ale ten się nie pojawiał. Rozeszli się do domów, myśląc, że starszy kapłan po prostu zaspał lub nagle zasłabł. Zaniepokojony nieobecnością proboszcza organista postanowił sprawdzić, co się stało. Poszedł na plebanię, pukał do drzwi, jednak nikt nie odpowiadał. Przeczucie zmotywowało go do działania – wyważył niewielkie okienko w łazience i wszedł do środka.

Widok, który zastał wewnątrz, dosłownie zwalił go z nóg. W kuchni, na podłodze leżało ciało proboszcza, a wokół porozrzucana była parafialna dokumentacja. Wezwani na miejsce policjanci nie mieli wątpliwości – doszło do brutalnego zabójstwa.

Reklama

Ks. Tadeusz Barański

Katowany bez litości

Z policyjnych ustaleń wyłaniał się przerażający obraz ostatnich chwil życia kapłana. Ksiądz Tadeusz leżał twarzą do ziemi w kałuży krwi. Obrażenia wskazywały, że przed śmiercią przeżył katusze. Miał rany tłuczone głowy oraz cięte ślady na stopach i plecach. Ktoś pastwił się nad nim z wyjątkowym okrucieństwem, a na koniec przycisnął obutą nogę do jego gardła. Bezpośrednią przyczyną zgonu stało się gwałtowne zadławienie.

Bandyci dostali się do wnętrza plebanii, włamując się przez okno. Ksiądz wybudził się ze snu i próbował uciekać z sypialni. Oprawcy dopadli go jednak w kuchni, gdzie zaczęli go bestialsko katować. Ponieważ kapłan znał obu napastników, ci postanowili pozbawić go życia, by nie mógł ich wydać. Ich łupem padły zaledwie dwa tysiące złotych oraz kluczyki do samochodu, które uciekając, wrzucili do ulicznej kratki ściekowej.

Reklama

Wyrok: "Winni!"

"Prokuratura przedstawiła zarzut zabójstwa ze szczególnym okrutemństwem" – informował wówczas rzecznik prasowy. Zarzuty usłyszały cztery osoby: dwie nastolatki w wieku 16 i 18 lat oraz dwóch niewiele starszych od nich mężczyzn (25 i 27 lat). Policja zatrzymała podejrzanych błyskawicznie, jeszcze w lipcu 2001 roku.

Sąd Okręgowy w Kielcach nie miał wątpliwości, ogłaszając na sali rozpraw jednoznaczne: "Winni!". Główni wykonawcy tej bestialskiej zbrodni zostali skazani na kary 25 oraz 15 lat pozbawienia wolności za to, że włamali się na plebanię i poprzez bicie, kopanie oraz duszenie pozbawili życia niewinnego człowieka.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/08/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Konecki24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości