Na polance, między obecnymi i dawnymi zabudowaniami gospodarczymi wsi Koprusa, stał dom rodziny Gutów. Mieszkali w nim rodzice i rodzeństwo Mariana Guta, którego Niemcy pochwycili w lesie. W odwecie żandarmi zamordowali rodziców Józefa i Władysławę Gutów oraz rodzeństwo Mariana Guta – 12-letniego brata Bogumiła i 2-letnią siostrę Zosię. Spalili ich razem z domem mieszkalnym.
By podtrzymać pamięć Mariana Guta i tragicznie poległych członków rodziny, społeczeństwo gminy Stąporkowa w miejscu kaźni wybudowało pomnik z tablicą pamiątkową, o obrysie murów domu, w formie prostokątnej ściany ze ściętym, uskokowym daszkiem, na betonowej podstawie, w ogrodzeniu z łańcucha w żelaznych rurkach.

Przypomina dom albo zabudowania gospodarskie, jakie Gutowie postawili w tym miejscu. A potem nastąpiła cisza.

Niespełna 18-letni chłopak, Marian Gut, posłyszał o działającym w okolicy Wojsku Polskim. Dotarł do Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Hubala. Od lutego 1940 roku Marian był żołnierzem Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego "Hubala". 3 kwietnia został ranny i wzięty do niewoli. Podczas przesłuchania uwierzył w niemieckie gwarancje. Nastolatek nie przypuszczał, jaki będzie ciąg dalszy. Podał adres zamieszkania. Na początku kwietnia 1940 roku, podczas zwalczania oddziału mjr. Henryka Dobrzańskiego "Hubala", Niemcy zamordowali w lesie koło Serbinowa Mariana Guta, niespełna 18-letniego chłopca walczącego w OWWP.
6 kwietnia 1940 roku żandarmi najechali na dom Gutów. Otoczyli go kordonem żołnierzy, jakby mieli zdobywać bastion. Wymordowali całą rodzinę: ojca, matkę i dwójkę rodzeństwa. Spalili zabudowania. Do ognia powrzucali ciała zabitych. Z biegiem czasu ślady po zabudowaniach gospodarskich znikały, ale miejsce tragedii trwało i trwa. Zatem społeczność Stąporkowa wybudowała tu pomnik – obelisk z informacyjną tablicą. Bo tu zginęli sąsiedzi, ludzie pełni godności i empatii. Nastolatek Marian chciał walczyć za ojczyznę. Trafił do OWWP. Pewnie był szczęśliwy, gdy do ręki dostał karabin. Szczęście nie trwało długo. Wpadł w szwabskie łapy. Nagabywany przez oprawców, przepytywany o miejsce zamieszkania, uległ. Nie myślał, że Niemcy wezmą odwet na wszystkich członkach rodziny Gutów, nawet na dwuletniej Zosieńce.
Tablica z portretem Mariana Guta, jaką postawiono obok obelisku, informuje o tej tragedii, że: "W kwietniu 1940 roku niemieccy funkcjonariusze ze 111 batalionu policyjnego zamordowali tutaj mieszkającą rodzinę Gutów". I dalej opis walecznych czynów Mariana: pod Huciskiem, w Szałasie. Dalej na tablicy są przytoczone słowa świadka tej zbrodni, Edmunda Kowalczyka: "kilkadziesiąt metrów za naszym domem znajdował się dom Gutów. Kazali matce wziąć dziecko na ręce i... zastrzelili je. Dwunastoletni syn zaczął uciekać, więc ścięli go serią z automatu. To też spotkało ich matkę. Dom podpalili. Zwłoki pomordowanych zostały spalone wraz z domem i zabudowaniami".
Po wojnie ślady po zabudowaniach gospodarskich, domu i Gutach zostały umieszczone na cmentarzu parafialnym w Niekłaniu, w symbolicznej mogile. Pamięć o rodzinie Gutów jest podtrzymywana przez członków Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego "Kohorta". Spotykają się przy pomniku rodziny Gutów, przypominającym tragiczne wydarzenia, jakie rozegrały się w tym miejscu.
Fot. archiwum
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze