Reklama

KOŃSKIE. Gdzie jest krzyż majora Hubala? Niemiec wiedział, ale zmarł nim zdążył przekazać informację

Przez łamy prasy, karty książek dokumentalnych i beletrystycznych przewija się postać majora Henryka Dobrzańskiego - „Hubala” i jego żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego. Co pewien czas wybuchają nowe informacje o miejscu pochówku majora. Ludzie z zakamarków pamięci wydobywają takie wiadomości. Po sprawdzeniu okazuje się, że to były kolejne przypuszczenia. Żadne z nich nie jest prawdziwe, ale rozpalały ciekawość, emocje.

Major Henryk Dobrzański - kawaler orderu Virtuti Militari, czterokrotny kawaler Krzyża Walecznych za swoje czyny w Legionach Polskich i wojnie 1920 r. W 1966 r. został pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari za swoją niezłomną postawę podczas II wojny światowej. Do zestawu krzyży jakimi nagrodzono bohatera, brakuje jedynie krzyża nagrobnego. Tym odznaczeniem, które zwieńczyło jego życie, nie można go odznaczyć.

Potyczka

Na przełomie września i października 1939 r. ok. 180-osobowym oddziałem 110 Pułku Ułanów dowodził majora Henryk Dobrzański. Oddział szedł na Warszawę. Po jej kapitulacji żołnierze przekroczyli Wisłę i podążali do Gór Świętokrzyskich. Major przyjął pseudonim Hubal. Wszyscy jego podkomendni już nie nazywali się ułanami, lecz tworzyli Oddział Wydzielony Wojska Polskiego. Na ówczesnej Kielecczyźnie, w powiecie koneckim, oddział przeszedł chrzest bojowy w potyczce pod Cisownikiem. O tym fakcie pisaliśmy w oddzielnym materiale. Tu znaleziono „święty” medalik jednego z żołnierzy, który urwał mu się podczas bitwy.

Reklama

Nadzieja i tragedia

Którędy maszerował oddział Hubala, tam zostawiał ludziom biednej koneckiej wsi nadzieję na wolność. Cieszyli się włościanie, że żołnierz polski broni nie złożył. Lada moment z odsieczą przyjdą Francuzi i Anglicy - tworzyli legendy i nimi się pocieszali, karmili psychikę i nadzieję na rychłe wojny zakończenie. Żołnierzy polskich liczyli w tysiącach.

Tam gdzie kwaterował Hubal, gdzie jego żołnierze potykali się z Niemcami, tam pojawiała się śmierć, specjalna grupa pacyfikacyjna, Einsatzgruppe. To najgorszy element ludzkiego rodzaju, kryminaliści, którzy potrafili mordować, odbierać życie napotkanym ludziom. Po sobie zostawiali zgliszcza i setki zabitych.

Reklama

Polowanie na Oddział Wydzielony Wojska Polskiego prowadziły siły specjalnie sformowane z Werhmachtu, SS i kilku czołgów, ok. 8 tysięcy ludzi, regularnego wojska, dobrze uzbrojonego. A Hubal w okresie największego rozkwitu dowodził oddziałem złożonym z ok. 300 kawalerzystów i piechoty.

Śmierć goniła śmierć

4 kwietnia Niemcy zamordowali 75 mieszkańców Stefankowa na Firleju k. Radomia. 7 kwietnia hitlerowcy zabili 104 mieszkańców wsi Królewiec i Adamów. 11 kwietnia 1940 r. spacyfikowali Skłoby. Spalili wieś, a 215 mieszkańców zamordowali i zakopali w lesie koło Stefankowa. Podobnie po zwycięskiej bitwie żołnierzy Hubala w Szałasie. Niemcy wieś i przysiółki puścili z dymem, a ok. 80 ludzi, w tym kilkudniowe dzieci zabili. Leżą we wspólnej mogile na cmentarzu w Odrowążu. Pod Huciskiem (wtedy powiat konecki, dziś przysuski) Hubal zniszczył oddział Wehrmachtu. W odwecie zabito mieszkańców tej wsi. Ocaleli ci, którzy przeczuwając tragedię uciekli.

Reklama

Wydarzenia wstrząsnęły Hubalem. Do tej pory był przekonany, że Niemcy prowadzą wojnę z żołnierzami. A tu okazało się, że mordują cywilów. Nie mógł tego pojąć, jak można wbrew Konwencji Genewskiej postępować. To była zemsta wpisana w hitlerowską ideologię. Chcieli i pokazali, że to jest inna wojna. Bez skrupułów, mająca na celu totalne zniszczenie ludzi. Nie można łączyć działalności Hubala z zemstą hitlerowców. Później też płonęły wsi, ginęli ludzie, a żadne oddziały nawet tamtędy nie przechodziły. Tak sobie założyli bandyci spod znaku połamanego krzyża i z premedytacją, iście niemiecką dokładnością realizowali.

Nie ma śladu

Trzeba dodać, że jeden z jego żołnierzy, Marian Kaczorowski „Gruszka”, został przypadkowo schwytany przez hitlerowców. Po skatowaniu, przesłuchaniu znaczonym krwią został zamordowany w koneckim więzieniu. Pochowany pod murem na cmentarzu. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku mogiłę można było odszukać. Potem znikła.

Reklama

Niemniej nazwisko ułana „Gruszki” pojawiło się na dwóch grobach Konecczan. I tak jest do tej pory. Jeden z grobów został odnowiony i według projektu IPN, a drugi według formatu jaki życzyła sobie rodzina dwóch wcześniej w tym miejscu pochowanych ludzi.

Pod koniec czerwca 1940 r. miała miejsce ostatnia zbiórka żołnierzy majora Henryka Dobrzańskiego Hubala, podczas której rozwiązano oddział.

Plutonowy Franciszek Głowacz „Lis” nie zaprzestał walki. Utworzył własną siatkę współpracowników. Utrzymywał ścisły kontakt z Komendą Obwodu Końskie ZWZ. Z biegiem czasu stosunki te uległy rozluźnieniu. „Lis” prowadził walkę na własny rachunek, nie szczędząc ludzi wroga. Jak wynika z ustnych przekazów „Lis” był cholernie odważny. Chodził ulicami Końskich w polskim mundurze. Przewijał się między niemieckimi żandarmami. Nikt go nie zaczepiał!

Reklama

Ale 10 kwietnia żandarmi z Radomska i Włoszczowy otoczyli trzy zagrody, należące do braci Biskupskich pod Bobrownikami. „Lis” przebywał w tym czasie w domu Leona Biskupskiego „Dyszel”. Widząc wchodzących żandarmów, Franciszek Głowacz rzucił granat, a sam wyskoczył przez okno i zaczął biec do lasu. Padł skoszony serią na jego skraju. Granat rzucony przez „Lisa” pozwolił uciec „Dyszlowi”. Mimo ran zmylił niemiecki pościg. W odwecie Niemcy zastrzelili jego ojca - Franciszka Biskupskiego.

Padł od kuli

Po raz kolejny, już nie wiadomo który z rzędu, ludzie próbują rozwikłać zagadkę miejsca pochówku majora Henryka Dobrzańskiego - Hubala. O śmierci są wiarygodne relacje świadków. Zginął 30 kwietnia 1940 r. pod wsią Anielin koło Studziannej. Prawdopodobnie ktoś ich zdradził. Jak opisują świadkowie, ciało zastrzelonego majora wrzucili na furmankę, którą gospodarz wywoził na pole obornik. Furą dojechali do szosy. Tam Hubala wrzucili na skrzynię ładunkową ciężarówki i pojechali do Tomaszowa Mazowieckiego, na lotnisko gdzie stacjonował pułk żandarmerii. I tam ślad się urywa.

Reklama

Przypuszczalnie pogrzebali ciało gdzieś na lotnisku. Teren olbrzymi, nikt nie widział. Natomiast pozostałości Oddziału Wydzielonego walczyły do 25 czerwca 1940 r.

Podkomendni nic nie wiedzą

Kilka lat temu, na skraju wsi Budy w gminie Ruda Maleniecka święcono pomnik ku czci jedynej kobiety-żołnierza z O.W., „Teresy”. Podczas uroczystości pytałem Hubalowego oficera, dowódcę piechoty por. Marka Szymańskiego o grób dowódcy. Mówił, że miejsce pogrzebania jest tajemnicą, która chyba nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Mimo wielu prób odszukania mogiły Hubala, głównie przez jego podkomendnych, nie udało się nic znaleźć. Nawet śladu naprowadzającego na mniej lub bardziej domniemane miejsce. Po II wojnie odezwał się niemiecki oficer, który był świadkiem pochówku. Miał się skontaktować ze Stowarzyszeniem Hubalczyków. Do spotkania nie doszło, bo zmarł.

Reklama

Wskrzeszanie bohatera

Nie nam oceniać Hubala, majora WP, który na początku wojny podtrzymywał ducha w narodzie na tym kawałku Rzeczpospolitej Polskiej, w powiecie koneckim. Zdziwienie budzi fakt, że ludzie próbują wskrzesić Hubala, odgrzebać informacje, a może i doczesne szczątki, wojowniczego Majora. Jeżeli u starszych ludzi te fakty wzbudzą wspominki o tamtym czasie, a u młodych zainteresowanie historią i bohaterem jakim był Hubal ze swoimi żołnierzami, to tylko przyklasnąć.

W 1966 r. major Henryk Dobrzański został pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari i awansowany do stopnia pułkownika.

Reklama

Bez legendy

Konecka Biblioteka Miasta i Gminy wydała książkę „Mała wojna majora Hubala”. Autorem jest Jan Zbigniew Wroniszewski jeden z jego żołnierzy. Spisał wspomnienia swoje, kolegów z Oddziału Wydzielonego, relacje świadków różnych zdarzeń ich ocenę. Ponadto artykuły o Hubalu jakie się ukazały się w prasie. Jest to do tej pory najbardziej rzetelna publikacja jaka ukazała się na rynku.

Wiadomo, że w Końskich jest ulica Hubala. Wybudowano mu pomnik. Latem odbywa się wyścig Ogólnopolski Wyścig Kolarski wiodący śladem walk OW. Ale nie ma możliwości, by miejsce jego pochówku uhonorować jeszcze jednym krzyżem, nagrobnym.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/03/2026 08:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Konecki24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości