Grupa ludzi chroniących pamięć o przodkach, wybudowała w Nieświniu niewielki pomnik. Na tablicy wyryto nazwiska Polaków zamordowanych 22 kwietnia 1944 r. Żyjący czczą to miejsce, kwiatami i światłami pamięci.
Jak wiemy, żołdacy hitlerowscy, policjanci, członkowie SS i innych formacji zbrojnych upodobali sobie zabijanie. Strzelali do bezbronnych ludzi, mieszkańców ziemi koneckiej bez powodu. Jak się okazało, żaden z zabitych w tym bezlitosnym polowaniu nie był partyzantem, nigdy do żadnej organizacji nie należał. Ale był Polakiem i mógł Niemcom nie pozwalać na grabienie, zajmowanie terenów najbliższej ojczyzny.
Niewielki akcent zaznaczający pamięć o ludziach, skromy element wojny, niesie ze sobą ważne przesłanie, wspomnienia.

Kawałek kamienia z nazwiskami, obmurowany kostką brukową.

Na tablicy krzyżyk metalowy z łuską naboju, który tu został wystrzelony w kierunku zatrzymanych ludzi. Spacerujący tędy ludzie dowiadywali się o tragedii o mordowaniu mężczyzn. By pamięć o nich trwała wiecznie.
Na czarnej tablicy pomnika zapisano nazwiska zabitych: ułan Michał Ziomek lat 30 z Ruskiego Brodu, Zygmunt Makuch lat 18 z Końskich, Edward Widuliński lat 18 z Końskich, Jan Mączyński lat 18 z Końskich, Henryk Jakubowski lat 24 z Nieborowa i Roman Swat lat 24 z Nieborowa, Edward Piotrowski, lat 26 Komaszyc, Paweł Madej lat 44 z Woli Kuroszowej, Henryk Rusek lat 20 z Pawłowa i Wincenty Gałecki lat 25 z Radoski. Młode życie zmierzało ku szczęśliwemu traktowi. Niestety tego nie doczekali. Salwy z mauserów przecięły linie ich życia. Na pomniku, co warto dodać są dwa krzyże. Jeden z nierdzewnej blachy, błyszcząc i drugi nieco zaśniedziały, w który wmontowano nabój karabinowy i łuskę jakie znaleziono na miejscu rozstrzeliwań.
Okupant „napisał” prawo dla podbitej Polski. Gdy zginie jeden żołnierz niemiecki, w odwecie dziesięciu mężczyzn zostanie rozstrzelanych. Jak wspominał Marek Kozerawski, niedaleko Nieświnia ktoś zastrzelił niemieckiego żołnierza. Hitlerowcy w odwecie wyciągnęli z więzienia w Końskich pierwszych lepszych, którzy się tam znaleźli. Wśród nich byli Roman Swat i Henryk Jakubowski (sąsiedzi z Nieborowa), który wpadli po akcjach wysadzania pociągów niemieckich. Stracenie tych dziesięciu miało być postrachem dla Polaków.
Jak mówią mieszkańcy Nieświnia, miejsce śmierci jest oddalone od pomnika kilkadziesiąt metrów. Kilka dni po wykonaniu wyroku śmierci na Polakach, ludzie powiadomili rodziny, w którym miejscu zakopano ciała. Nocami je odkopywali, przewozili na cmentarze swoich parafii, m.in.: do Odrowąża, Niekłania, Końskich, Gowarczowa. Spoczęli na wieczność między prochami członków ich rodzin. Mieszkańcom Nieświnia pozostało dbanie o wspomniane miejsce, gdzie ginęli ludzie. Odkrzaczają ten kawałek ziemi, bo nie godzi się, by na krwi wsiąkniętej w ziemię rosły dzikie krzaki. Przybywają znajomi, członkowie rodzin zamordowanych z tych miejscowości, skąd pochodzili z Warszawy i Krakowa członkowie rodziny Romana Swata. Przybył Marian Karbownik, Grzegorz Włodarczyk, syn bohaterskiego partyzanta, Piotr Słoka, przewodniczący Rady Miejskiej w Końskich, władze miasta. Złożyli kwiaty. Rozbłysły płomienie świec.
Tak się składa, że fala terroru, fala śmierci przewalała się przez koneckie wsie na przełomie marca i kwietnia 1940 r. I dlatego wspominamy, przypominamy o miejscach, które wymagają pamięci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze