Reklama

KOŃSKIE. Żołnierze Wyklęci: żywi i martwi wracają z zakamarków pamięci

1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Upamiętniamy tych, którzy nie złożyli broni po II wojnie. Nie zgodzili się na narzucony przez Związek Sowiecki komunistyczny rząd, a także na brutalnie wprowadzaną nową rzeczywistość. Trwali, walczyli, ginęli i... przepadali.

Żołnierze konspiracji niepodległościowej nie złożyli broni po zakończeniu okupacji niemieckiej uważając, że to co się dzieje wcale nie gwarantuje Polsce niepodległości. Próbowali kontynuować zbrojną walkę. Czasem najbardziej tragicznych rozstrzygnięć. Inspirowali dramaty, rządzący skazywali ich na niepamięć.

Żołnierze Wyklęci

Żołnierze Wyklęci kontynuowali walkę z sowieckim okupantem i wspierającymi go polskimi komunistami. Dla wielu stali się kontynuatorami drogi Polski Walczącej - symbolem oporu i ciągłości dążeń o odzyskanie pełnej niepodległości i suwerenności ojczyzny. Wkraczające na tereny Polski od 1944 r. wojska sowieckie, poza tzw. „wyzwoleniem” przyniosły nową falę represji.

Reklama

Bardzo wielu żołnierzy polskiej konspiracji, m.in. z AK i innych organizacji po patriotycznym zabarwieniu stanęło w obronie represjonowanych. Likwidowali oddziały i placówki wojska sowieckiego i NKWD, jak również formacje Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego.

Zginęli, przepadli

Ziemia Konecka również miała swoich wyklętych, jak choćby Edward Szewczyk - "Zawierucha", Mieczysław Włodarczyk - "Dziadek". Poszukiwacze pytają gdzie są pogrzebane zwłoki Edwarda Szewczyka, Jana Wydry, Henryka Dajczera, a ponadto 70 innych, którzy się przez konecki PUBP przewinęli, a właściwie których tu przesłuchano i nigdy do domu nie wrócili. O niektórych partyzantach pisaliśmy w oddzielnym materiale. Wspominaliśmy ich działania, walkę. Tu należy dodać, że "Zawierucha" dopadł po wojnie zdrajcę i jak mu obiecał wykonał wyrok śmierci. Zastrzelił w tym powojennym zrywie tylko jednego człowieka, który współpracując z Niemcami wysłał na szafot wielu polskich obywateli.

Reklama

Naprawiając powojenny stan rzeczy z "Dziadkiem" garbowali skórę partyjniakom, za złodziejstwo, oszukiwanie biednych ludzi. W finale, Edward Szewczyk został zastrzelony w obławie. Ciało przywieziono do koneckiego UB, rzucono w bramie, żeby ludzie oglądali "bandytę". Potem gdzieś wywieźli, zakopali. I ten rozdział walecznego żołnierza znika w pomroce dziejów. W ciemnym grobie, w lesie, albo bezimiennym pod murem na cmentarzu. Zaś Mieczysław Włodarczyk został pojmany, przesiedział w więzieniu wiele lat. Wyszedł na wolność i na pustej koneckiej ulicy został śmiertelnie potrącony przez jedyny samochód jaki się pojawił. Dziadek został pochowany na koneckim cmentarzu. Ma swoje miejsce pośród prochów członków rodziny.

Rozstrzelany

Jerzy Pizło, pseudonim "Czarny"- syn Franciszka i Marii urodził się 10 grudnia 1922 r. w Końskich. Absolwent gimnazjum im. Stanisława Kostki. Mieszkał w Końskich, w olbrzymim drewnianym domu jaki stał na zakręcie ulicy Browarnej. Domu już nie ma, pamięć z tej okolicy uleciała. Jego matka zmarła w 1967 r. i spoczywa na cmentarzu parafialnym w Końskich. Jako żołnierz ZWZ - AK walczył w Końskich i okolicach. Jedną z bardziej znanych akcji bojowej Jerzego Pizły, był udział w uwolnieniu Gizeli Treli z więzienia w Opocznie.

Reklama

Po wojnie przeniósł się do Wałbrzycha, gdzie działał w oddziale Jerzego Kaszyńskiego. W październiku 1946 r. został aresztowany ze swoim dowódcą. 7 grudnia 1946 r. skazany na karę śmierci. Został rozstrzelany 17 stycznia 1947 r. Rodzin Pizły i Kaszyńskiego nie poinformowano o miejscu ich pochówków. Mimo różnych akcji poszukiwawczych stowarzyszeń zajmujących się zadaniami o patriotycznym przesłaniu, dokładnego miejsca ich pochówku nie udało się zlokalizować.

Uciekli przed śmiercią

Romuald Jedynak działał w organizacji WiN w Łodzi, brał udział w wykonaniu wyroku śmierci na byłym żołnierzu AK, który podjął współpracę z UB. Skazany przez WSR w Łodzi na karę śmierci 31 lipca 1948 r. Wyrok złagodzony na mocy amnestii do 15 lat więzienia. 22 maja 1956 r. został zwolniony warunkowo.

Reklama

Sylwester Jaworski - "Strzemię". O tym bohaterskim mieszkańcu Konecczyzny pisaliśmy wiele razy. Wspomnimy, że w 1939 r., mając zaledwie 17 lat trafił do oddziału Henryka Dobrzańskiego "Hubala". Walczył u jego boku do kwietnia 1940 r. Po śmierci Hubala, kontynuował walkę w sekcji specjalnej pod dowództwem hubalczyka plutonowego Franciszka Głowacza "Lisa". Po wkroczeniu Armii Czerwonej 16 stycznia 1945 r. do Końskich Sylweriusz Jaworski ze względu na swoją AK-owską przeszłość obawiał się, że zostanie aresztowany. Z kolegami postanowił nielegalne przekroczyć granicę Polski i udać się na Zachód. Wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Sylweriusz został aresztowany, osadzony w więzieniu w Wałbrzychu. Podczas przesłuchiwań połamano mu palce ręki. 7 grudnia 1946 r. na sesji wyjazdowej w Dzierżoniowie Wojskowy Sąd za udowodnione Sylweriuszowi Jaworskiemu posiadania broni został skazany na 6 lat więzienia. Na mocy amnestii wyrok złagodzono. Po 5 latach więzienia w 1953 r. wyszedł na wolność. Wrócił na Stary Młyn, pracował dorywczo chcąc jakoś żyć. Sporadycznie otrzymywał pomoc materialną od kolegów z Zachodu. Awansowano go na stopień podporucznika, przyznano medale. Zmarł w wieku 77 lat 15 stycznia 2000 r. Spoczywa na koneckim cmentarzu.

Stara znajomość

Tadeusz Barański - "Tatar" wraz z przyszłą żoną wyjechał z Wałbrzycha w czerwcu 1946 r. Przybył do Końskich. Kilkukrotnie przesłuchiwany przez Urząd Bezpieczeństwa na okoliczność pobytu na Dolnym Śląsku i znajomości z Sylweriuszem Jaworskim, Jerzym Pizło i Marianem Maciejczykiem. Sylweriusz Jaworski, Jerzy Pizło i Marian Maciejczyk działają w oddziale, którego dowódcą jest Jerzy Kaszyński. Wobec braku dowodów udziału Tadeusza Barańskiego w grupie zbrojnej i amnestii nie zostaje on postawiony w stan oskarżenia. Marian Maciejczyk pseudonim "Jurand" również dostał wyrok kilku lat więzienia.

Reklama

Chłopcy w boju

To byli chłopcy - w całym tego słowa znaczeniu - w wieku 17-23 lata, z Armii Krajowej oraz osoby, które pośrednio pomagały w jej zorganizowaniu. W skład Oddziału Dywersji Bojowej Obwodu Końskie, z których trzynastu wykonało akcję na więzienie. Wśród tej doborowej drużyny bojowej był Zygmunt Wyrwicz "Cumulus" - dowódca, Kazimierz Chojniarz "Wacek" - zastępca dowódcy, Tadeusz Jencz "Ksiądz", "Allan", Mieczysław Zasada "Eryk", Lucjan Kotulski "Ikar", Bogusław Modzerowski "Szczerba", Stefan Makuch "Czarny", Stanisław Tomczyk "Zych", Stanisław Krajewski "Tygrys", Władysław Bańbura "Bańka", Marian Dąbrowski "Żbik", Zdzisław Błaszczyk "Waluś", Tadeusz Błaszczyk "Lech", Józef Wilk "Czajka", Tadeusz Chmielowski "Klon", Tadeusz Drapiński "Dębicz", Jerzy Czerwiński "Grey", Kazimierz Wroniszewski "Konrad". Z oddziałem współpracowali działający w innych strukturach: Stanisław Kołodziejczyk "Bandera" i Zbigniew Wroniszewski "Znicz".

Tablica zaświadcza

30 lipca 1949 r. w budynku Szkoły Powszechnej w Odrowążu odbyła się pokazowa sesja wyjazdowa Wojskowego Sądu Rejonowego w Łodzi, podczas której skazani zostali członkowie antykomunistycznej organizacji - Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Sąd orzekał karę śmierci wobec ppor. Henryka Dajera- "Kowalskiego", dowódcy placówki ZWZ-AK, a następnie "Nie" i DSZ w Odrowążu, strz. Jana Wydry "Młodego" i kpr. Franciszka Rurarza "Oseta" - kasjera II Zgrupowania. Temu ostatniemu zmieniono karę śmierci na 15 lat więzienia.

Reklama

Oprócz wspomnianych, w Odrowążu osądzeni zostali - Władysław i Edward Stępień "Drzazga" -dożywocie, Władysław Rurarz - 10 lat, Jan Rurarz - 8 lat, Henryk Władysław Rurarz - 8 lat, Antoni Rurarz - 8 lat pozbawienia wolności. Ponadto Władysław Sroka, Marian Janduła, Jan Pawłowski i Stanisław Łabędzi, zostali zastrzeleni w akcji UB przed rozpoczęciem sesji sądowej.

Sprawiedliwości nie doczekali

Wszyscy żołnierze na sprawiedliwość musieli czekać długie lata. Dopiero w III Rzeczpospolitej zostali oficjalnie zrehabilitowani. Natomiast w 2011 r. miały miejsce oficjalne uroczystości upamiętniające zamordowanych, podczas których doszło do ich symbolicznego pochówku oraz odsłonięcia obelisku w koneckim parku - "W hołdzie ofiarom komunistycznego terroru". Końskie czekają na odkrycie prawdy o zbrodniach i bandytach komunistycznych na tym terenie. Różne ekipy poszukiwaczy mają swoje informacje, przypuszczenia i odkrywają zwały ziemi, żeby dotrzeć do pomordowanych patriotów. Wszystko na nic.

Reklama

Stowarzyszenie poszukiwaczy kopało (koparką i łopatami) przy murze, płocie dawnego Urzędu Bezpieczeństwa z koneckim parkiem. Mieli nadzieję, że tu odnajdą doczesne szczątki zakatowanych w UB. Nie znaleźli nawet guzika. Potem kopali przy pomniku rozstrzelanych przez Niemców za kulochwytem strzelnicy w Baryczy. Bo niby UB po wydobyciu przez ludzi (17 stycznia 1945 r.) ciał zamordowanych, w jamach grobowych umieszczali zabijanych przez siebie. I ta teoria poparta odkrywką upadła.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/02/2026 08:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Konecki24.pl




Reklama

Najnowsze